Pellet znika z magazynów. Na Pomorzu i Kaszubach opału zaczyna brakować w środku sezonu
Braki pelletu widać już nie tylko lokalnie, ale w całej Polsce. Na Pomorzu i Kaszubach składy opału coraz częściej świecą pustkami, a mieszkańcy ogrzewający domy biomasą mają problem z szybkim zakupem paliwa. Rosnący popyt, mroźna zima i ograniczenia produkcyjne sprawiły, że magazyny świecą pustkami, a na dostawy trzeba czekać nawet kilka tygodni.
Magazyny puste, telefony urywają się od rana
Sprzedawcy opału przyznają, że sytuacja zmieniła się dynamicznie w grudniu i styczniu. Wraz ze spadkiem temperatur zużycie pelletu gwałtownie wzrosło. Wielu klientów, którzy dotąd kupowali opał „na bieżąco”, zaczęło jednocześnie uzupełniać zapasy.
Efekt był łatwy do przewidzenia:
-
szybkie wyprzedanie stanów magazynowych,
-
kolejki zamówień,
-
opóźnienia w dostawach,
-
presja cenowa.
W praktyce oznacza to, że nawet lokalne składy, które zwykle radziły sobie z sezonem bez problemów, dziś nie są w stanie realizować zamówień „od ręki”.
Produkcji nie da się przyspieszyć z dnia na dzień
Pellet powstaje z trocin i odpadów drzewnych, które trzeba wysuszyć, rozdrobnić i sprasować. To proces technologiczny wymagający czasu i stabilnych warunków.
Zimą pojawiają się dodatkowe bariery:
-
mniejsza dostępność surowca z tartaków,
-
wolniejsze suszenie biomasy,
-
ograniczona wydajność linii produkcyjnych,
-
trudności transportowe przy mrozach i opadach.
Producenci z regionu przyznają, że pracują od świtu do późnego wieczora, a mimo to nie nadążają z realizacją wszystkich zamówień. W szczycie sezonu moce przerobowe są po prostu „na styk”.
Ceny rosną szybciej niż dostępność
Niedobór towaru niemal zawsze przekłada się na stawki. Jeszcze niedawno pellet był jedną z tańszych opcji ogrzewania. Dziś ceny w wielu punktach na Pomorzu osiągają:
-
ok. 1600–1700 zł za tonę w składach lokalnych,
-
nawet 2000 zł i więcej w marketach.
Dla rodzin ogrzewających dom wyłącznie pelletem oznacza to realny wzrost kosztów sezonu grzewczego o kilkaset, a nawet kilka tysięcy złotych.
Dlaczego na Kaszubach problem jest bardziej odczuwalny?
Na obszarach wiejskich i podmiejskich Kaszub kotły na pellet stały się w ostatnich latach bardzo popularne. To ekologiczne i wygodne rozwiązanie, szczególnie tam, gdzie nie ma sieci gazowej.
Jednak właśnie ta popularność działa dziś na niekorzyść mieszkańców:
-
duża koncentracja użytkowników biomasy,
-
niewielkie, lokalne składy z ograniczoną powierzchnią magazynową,
-
system dostaw „just in time”, bez dużych zapasów.
Wystarczy kilkudniowy wzrost popytu, by towar zniknął praktycznie z dnia na dzień.
Czy grozi nam poważny kryzys?
Eksperci podkreślają, że obecne problemy mają głównie charakter sezonowy i logistyczny. Nie oznacza to jeszcze trwałego braku pelletu w kraju. Jednak długofalowo sytuację może pogorszyć rosnące zapotrzebowanie przemysłu i energetyki na biomasę.
Jeśli duże zakłady będą skupować surowiec hurtowo, odbiorcy indywidualni – czyli gospodarstwa domowe – mogą mieć coraz trudniejszy dostęp do paliwa w szczycie sezonu.
Jak zabezpieczyć się na przyszłość?
Sprzedawcy z Pomorza są zgodni: kluczowe jest planowanie zakupów z wyprzedzeniem.
Najrozsądniejsze strategie to:
-
kupno pelletu późną wiosną lub latem (najniższe ceny),
-
magazynowanie zapasu na cały sezon,
-
rezerwacja dostaw wcześniej u sprawdzonego sprzedawcy,
-
unikanie zakupów „na ostatnią chwilę”.
To pozwala uniknąć nerwowych poszukiwań opału w środku zimy i płacenia najwyższych stawek.
Wnioski
Pellet nadal pozostaje jednym z najbardziej ekologicznych i wygodnych paliw grzewczych, ale tegoroczna zima pokazała, że rynek nie jest odporny na nagłe skoki popytu. Na Pomorzu i Kaszubach chwilowe braki już dziś są odczuwalne.
To sygnał ostrzegawczy dla mieszkańców: w przypadku biomasy spontaniczne zakupy rzadko się opłacają. W tym segmencie wygrywają ci, którzy planują sezon z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem.
Źródło: kb.pl, Zdj. Il., Oprac. Paulina Stenka

